piątek, 28 czerwca 2013

"Anioł Pański   (...)   trąceniem w bok obudził Piotra 
i powiedział: "Wstań szybko!" 
Równocześnie z rąk Piotra opadły kajdany" /Dz 12,7/

               Dzisiejsze teksty liturgii Słowa Bożego są niesamowicie bogate, dlatego miałam spory problem, by zdecydować się na jakiś jeden wątek... Poprosiłam więc Ducha Świętego, no i właśnie... mamy powyższy fragment, który tak bardzo odpowiada potrzebom współczesnego człowieka...

"Wstań szybko!"

Słyszałeś już kiedyś takie przynaglenie?

           Może do tej pory, gdy jeszcze wakacje na dobre się nie zaczęły w Twoich uszach dźwięczy niezbyt przyjaźnie to ponaglenie Mamy o świcie, które najchętniej byś zlikwidował, gdyby tylko się dało znaleźć jakiś wyłącznik w tym uporczywym Nadajniku...
          A może to wezwanie ledwo się przebijało  do Twojej świadomości, gdy na imprezie tak jakoś wyszło, że w środku szampańskiej zabawy nagle znalazłeś się na wpół przytomny pod jednym ze stołów?
          Jedno jest pewne - do Ciebie i do mnie, jak niegdyś do Piotra, Pan dzisiaj kieruje to Słowo przez wielu swoich Aniołów, których posyła, aby oznajmić nam koniec niewoli...              WSTAŃ SZYBKO! 

Nie pozostawaj w więzieniu swoich nałogów!

Daj się wyzwolić z ciążących jak pęta śmiertelnych grzechów!

Wstań z poniżenia i hańby, w jaką popadłeś 
przez przywiązanie do zła!

         Anioł do Piotra dociera "trąceniem w bok"... a Twoją uwagę jak może zwrócić ten delikatny Boży Posłaniec we współczesnym rozwrzeszczanym i pełnym przepychania się świecie?

         Może już nie raz Cię Anioł "potrącał", a Ty Mu taką wiązkę posłałeś, 
że każdy inny szerokim łukiem by Ciebie omijał, aby powtórnie nie doleciało go takie potraktowanie...?

        A może jesteś już tak gruboskórny, 
że na takie "trącenia" stałeś się zupełnie odporny...?

Uważaj zatem, by Anioł Pana nie musiał używać bardziej drastycznej metody, 
bo nie kto inny będzie to bardzo boleśnie odczuwał na swojej skórze, 
ale właśnie TY.

Zauważ, co dzieje się na to polecenie Anioła...  
"równocześnie z rąk Piotra opadły kajdany"

Widzisz jaki ekspres???

Chcesz tego samego doświadczyć?

 A może już się przyzwyczaiłeś do swojej niewoli?

        Może wcale nie chcesz nic zmieniać w swoim małym świecie?....wśród towarzystwa, kumpli, uznania, jakie z tego tytułu dostajesz, znaczenia, które pozornie nadaje Ci wartość nawet we własnych oczach?
Jednak dzisiejsze Słowo bardzo wyraźnie zachęca: "Wstań szybko!"

Zdecyduj się! 

Nie rozważaj "za i przeciw", bo przegrasz z pokusą zanim cokolwiek zdążysz postanowić.
Po prostu; bądź zdecydowany na wolność w Panu!

Masz wątpliwości po co?

          Odpowiedź znajdujemy nieco dalej w tym samym czytaniu: "Wtedy Piotr przyszedł do siebie i rzekł: Teraz wiem na pewno, że Pan posłał swego anioła i wyrwał mnie z ręki Heroda i z tego wszystkiego, czego oczekiwali Żydzi" /Dz 12,11/

Dopiero wtedy BĘDZIESZ NAPRAWDĘ SOBĄ, jeśli opadną z Ciebie kajdany... 

Dopiero wtedy przejrzysz na oczy i zauważysz, że to jest prawdziwa wolność...

I będziesz jaśniej widział czego dokonał w Tobie Pan Jezus! Zobaczysz też z perspektywy człowieka wolnego tych wszystkich Herodów, którzy "wtrącali Cię" do tego więzienia grzechów i z chytrym uśmiechem "wkładali kajdany" na ręce.. Będzie Ci dane rozpoznać tych "Żydów", którzy czyhali na Twoją zgubę.

To jak? Dasz się namówić dziś Panu? 
Czy wolisz nadal gnić w swoim więzieniu...?

Jak się zdecydujesz, to śpiewaj razem z nami:  
"Aniele, Aniele! Niebieski Posłańcu.. Trzymaj mnie, trzymaj mnie w tańcu i w różańcu... 
Aniele, Aniele! Wysłanniku Boga, czuwaj bo, czuwaj bo niebezpieczna droga!"





niedziela, 26 maja 2013

Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie....


„Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, 
ten Mi jest bratem, siostrą i MATKĄ”  /Mt 12,50/

               
               Dzisiejsza Uroczystość Trójcy Świętej zbiega się w tym roku z Dniem Matki. I bardzo pięknie się składa, bo obydwa te Święta, na pozór całkowicie odmienne, mają ze sobą jednak wiele wspólnego... Cóż takiego, powiecie?
         Otóż właśnie   powyższy fragment biblijny pokazuje już pierwszą zależność; Jezus w odpowiedzi na informację, że na dworze czeka na Niego Jego rodzona Matka, zadaje trochę dziwne pytanie: 
„Któż jest moją matką?”
I nie czekając aż zapewne zdezorientowani słuchacze na nie cokolwiek odpowiedzą, wygłasza właśnie to zdanie:
„Kto pełni wolę Ojca mego…TEN MI JEST MATKĄ”.


     Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że Jezus ignoruje swoją Rodzicielkę takim postawieniem sprawy… 
Czyżby „niegrzeczny synek”…???, może ciśnie się nam na myśl najbardziej oględne stwierdzenie?
       Niektórym już nawet ulżyło, że skoro Panu Jezusowi takie rzeczy się przytrafiły, no to i moje ekscesy w stosunku do rodziców jakoś „ujdą w tłoku”?

Czy rzeczywiście Syn Boży „zawalił sprawę” i co najmniej nietaktownie zachował się, na dodatek publicznie wobec Maryi….?

        Gdy głębiej wnikniemy w powyższy tekst, okazuje się jednak, że żadne z tych podejrzeń absolutnie nie wchodzi w grę, wręcz odwrotnie, Jezus tym samym właśnie POCHWALA SWĄ MATKĘ ukazując Ją ludziom jako TĘ, z którą związany jest nie tylko przez fizyczne zrodzenie, ale głęboką DUCHOWĄ WIĘZIĄ, jaka powstaje dzięki posłuszeństwu woli Ojca.
        Maryja w ten sposób zostaje przedstawiona jako MATKA  w najpełniejszym tego słowa znaczeniu, nie tylko przez więzy krwi, ale także poprzez DUCHOWE ZRODZENIE, które tworzy niepowtarzalną relację serc ożywionych tym samym, najszlachetniejszym dążeniem.
I tu dochodzimy do sedna tejże relacji, a jest nią Duch Miłości, 
czyli DUCH ŚWIĘTY!!!
      Maryja tym samym niejako wpisuje się w życie samej Trójcy Świętej, czyli Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Zobaczmy co jeszcze kryje w sobie to jedno zdanie z Ewangelii?
Jezus nam oznajmia, że KAŻDY KTO PEŁNI WOLĘ OJCA 
staje się JEGO RODZINĄ…

      Nieraz słyszymy, że ktoś poszukuje swoich szlacheckich korzeni szperając w dostępnych archiwach. Tymczasem nawet jeśli wynalazłbyś genealogię sięgającą choćby i królewskich przodków, to czyż to odkrycie może się równać z tym, jakie ujawnia nam Jezus…? 
       Bóg Ci wyraźnie podaje instrukcję, jak możesz się znaleźć w JEGO RODZINIE i nabrać naprawdę królewskich manier…
  
    Bo „Królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije” - jak informuje nas Słowo zawarte w Liście do Rzymian – „ale to sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym” /Rz 14,17/ 

„A kto w taki sposób służy Chrystusowi, ten podoba się Bogu i ma uznanie u ludzi” mówi dalej św. Paweł /Rz 14,18/

      Dlatego właśnie MATKA NAJŚWIĘTSZA najbardziej podoba się Panu Bogu i jest powszechnie czczona przez ludzi.

Chciałbyś zasłużyć na takie uznanie?
             Oddawaj się zatem pod Jej opiekę, a Ona nauczy Cię posłuszeństwa woli Ojca i umiejętnie wprowadzi 
w życie Trójcy Świętej.

P.S. Na koniec zwracam się do Mojej Kochanej Mamusi i do wszystkich Matek; 
życzę Wam takiego wyniesienia za wszelkie trudy ponoszone w trosce o swoje dzieci, abyście mogły na wieki uczestniczyć razem z Maryją 
w szczęściu Trójcy Świętej. 
Z wdzięcznością w sercu i modlitwą – s. Katarzyna

niedziela, 21 kwietnia 2013

"Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, 
a moje Mnie znają ... 
Życie moje oddaję za owce"
(J10,14-15)
                Niedziela Dobrego Pasterza rozpoczyna w Kościele tydzień modlitw
o powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. W dobie powszechnego wręcz narzekania na Kościół (w domyśle oznacza to księży) może zrodzić się nam pytanie o zasadność takiego tygodnia, czy w ogóle modlitwy o powołania... No, bo jeżeli z tymi księżmi aż tak źle - idąc za głosem medialnych skandali -
to po co dodawać kolejne rozdziały do zła już i tak dostatecznie wielkiego?
Po co narażać tych młodych ludzi na to "powszechne zepsucie", o którym co chwila nam trąbią w ogólnie dostępnych środkach społecznej komunikacji?
Pan Jezus lojalnie uprzedzał swych Apostołów:  
"Jeżeli Mnie prześladowali, to i was prześladować będą" 
(J15,20)
 Czy nie macie wrażenia, że to w jakiś sposób dotyczy obecnej sytuacji hierarchicznego Kościoła?
      Nie jestem tu zwolenniczką przysłowiowego "zamiatania pod dywan" bolesnych spraw, które rzeczywiście obciążają poszczególnych kapłanów, czy osoby zakonne, ale powiedzmy sobie szczerze; czy pośród osób świeckich one się nie zdarzają? Przyznacie zapewne, że coraz częściej...

            A ja zawsze powtarzam swym uczniom, że jeśli koło ciebie kręci się jeden zły duch, to koło księdza pewnie z siedmiu. Bo jeśli uda się Szatanowi skusić osobę duchowną, to tak naprawdę przy tej okazji "ma z głowy" wielu tzw. "szarych obywateli", którzy już samym konsumowaniem sensacji nieźle nagrzeszą, nie mówiąc o jej następstwie, jakim powszechnie bywa zgorszenie wielu oraz upadek na duchu tych słabiej wierzących...
Warto więc sobie postawić  pytanie:

JAK CZĘSTO POLECAM W MODLITWIE KAPŁANÓW?

    Nawiasem mówiąc, robiłam już taki mini sondaż wśród uczniów gimnazjum w powyższym temacie i muszę przyznać, że nie wygląda to kolorowo... niestety...
           A Jezus do św. Faustyny mówił wyraźnie, że Jego wolą jest, aby z ufnością polecać Bożemu Miłosierdziu cały świat, a szczególnie modlić się za  
DWIE DROGOCENNE JEGO SERCU PERŁY, 
czyli DUSZE KAPŁANÓW I DUSZE ZAKONNE.

           Przypominają mi się tu święte słowa mojej Kochanej Babci, która zawsze żywo reagowała na krytykę któregokolwiek z duchownych. Jej pierwsze pytanie brzmiało: "A pomodliłeś się za niego?" Na słowa zaprzeczenia miała zawsze jednoznaczną odpowiedź: "to nie wolno ci nic złego mówić na księdza". 

           Wymagania w stosunku do duchowieństwa mamy dosyć pokaźne, ale zaangażowanie ze strony laikatu najczęściej mizerne. A zasada jest zwykle taka, że im ktoś mniej robi, tym więcej chce mieć do powiedzenia... 
           Myślę, że ten kolejny Tydzień staje się dobrą okazją do zrobienia sobie rachunku sumienia w tym względzie... I jeszcze jeden motyw do tej analizy  w najgłębszym sanktuarium człowieka: 

CZY MODLĘ SIĘ O POWOŁANIA DO WYŁĄCZNEJ SŁUŻBY BOGU?


    Papież Paweł VI powiedział kiedyś, że sprawa wystarczającej liczby kapłanów jest precyzyjnym znakiem żywotności wiary i miłości poszczególnych wspólnot parafialnych i diecezjalnych, jak również świadectwem zdrowia moralnego rodzin chrześcijańskich.  
Tam, gdzie rozkwitają liczne powołania kapłańskie i konsekrowane, tam żyje się wielkodusznie Ewangelią” 
(Paweł VI, Przesłanie radiowe, 11 kwietnia 1964 r.).
Tu właśnie widać kondycję danej wspólnoty Kościoła i tak naprawdę okazuje się jej żywotność i zdrowie moralne...
      Może w trwającym Roku Wiary warto odnowić, lub podjąć postanowienie wzmożonej troski o powołania i za powołanych, bo Chrystusowe wezwanie ciągle rozbrzmiewa:  
"Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. PROŚCIE WIĘC PANA ŻNIWA, żeby WYPRAWIŁ ROBOTNIKÓW NA SWOJE ŻNIWO" 
(Łk10,2)
          Warto też prosić Chrystusa, by wszyscy kapłani byli  
DOBRYMI PASTERZAMI 
a nie najemnikami, o których niestety wspomina też Ewangelia św. Jana.
          Papież Franciszek przypomniał niedawno, że największą szkodę wyrządza Kościołowi ten, kto daje anty świadectwo swej wiary i to dotyczy zarówno świeckich jak i duchownych.

Bądźmy więc WIELKODUSZNI również gdy chodzi o modlitwę w intencji ŚWIĘTOŚCI KAPŁANÓW I OSÓB KONSEKROWANYCH.

P.S. Będę wdzięczna, jeśli i o mnie wspomnicie w swoich modlitwach...  
-:)))))

wtorek, 26 marca 2013

wydanie specjalne TRIDUUM PASCHALNE

"Tak Bóg umiłował świat, 
że Syna swego Jednorodzonego dał,
 aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, 
ale miał życie wieczne"                           (J3,16)

KOCHANI!!!
          Pan Bóg już "swoje zrobił", teraz "nasz ruch"... mój... i Twój...
Chodzi o to, aby skorzystać z darów wysłużonych nam poprzez wielkie wydarzenia zbawcze: MĘKĘ ŚMIERĆ I ZMARTWYCHWSTANIE CHRYSTUSA.
Nasz Ojciec Niebieski w swej pomysłowości "założył nam konto" w "Banku KK" (czyt. Kościoła katolickiego), na którym procentuje nasze zbawienie. -:))))))
TYLKO OD CIEBIE ZALEŻY, CZY ZECHCESZ  pobierać z tego konta niecodzienny kapitał...

A jak to zrobić?

          W bardzo prosty sposób; pójdź do kościoła w te WIELKIE DNI, poczynając od Wielkiego Czwartku, kiedy będziesz miał okazję podziękować za ustanowienie Eucharystii i kapłaństwa, poprzez Wielki Piątek, gdy cały Kościół w skupieniu przeżywa pamiątkę śmierci Jezusa na krzyżu, aż po wydarzenia wielkanocne, rozpoczynające się Wigilią Paschalną, a osiągające swój kulminacyjny punkt w Niedzielny Poranek na Mszy św. Rezurekcyjnej.
        
 Daj się przeprowadzić ze śmierci - do życia, 
z niewoli zła - do wolności w Panu. 

Jezus - Nowy Mojżesz to potrafi, tylko czeka na Twoją zgodę.

I  nie zapomnij "wpaść" do kościoła na adorację Jezusa w "ciemnicy"
(od Wielkiego Czwartku wieczorem poprzez cały Wielki Piątek),
a następnie w Grobie Pańskim
(od Wielkiego Piątku wieczorem poprzez Wielką Sobotę)

Te odwiedziny umęczonego i pogrzebanego Pana MOGĄ ZAWAŻYĆ O TWOJEJ WIECZNOŚCI!!!

A przede wszystkim, to taki zwykły gest wdzięczności Chrystusowi, za Jego poświęcenie aż po grób -

Z MIŁOŚCI DO CIEBIE I DO MNIE!!!

piątek, 22 marca 2013



                    To mówi Pan: "Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. 
                            Wybrany mój, w którym mam upodobanie. 
                     Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął" (Iz 42, 1)

               Wprawdzie słowa tego proroctwa odnoszą się bezpośrednio do Jezusa, w którym wypełniły się w sposób doskonały, ale w kontekście wczorajszej uroczystości bierzmowania moich uczniów skojarzenia są jednoznaczne...
Wielu świadków tego wydarzenia patrzyło na osiemdziesięcioosobową grupę naszej młodzieży, która pochylała swe głowy przed biskupem Zbigniewem jak pokorny sługa. A niektórzy z dorosłych wzdychali: "żeby oni wszędzie tacy byli ... jak aniołki... aż miło popatrzeć..."
A co na to "moje aniołki"? 
                     Do jednego z nich na dzisiejszej katechezie mocniej dotarła prawda, "że Duch mój na Nim spoczął"...(Iz 42,1c)
 tak, że głośno wyraził zadziwienie wobec Bożej hojności: "to ja samego Ducha Świętego otrzymałem?"... i głęboko zadumał się nad tą rzeczywistością...
         Myślę, że niejednemu  z nas przydałaby się taka refleksja, bez względu na to, czy był bierzmowany, czy jeszcze nie. Pan mówi, ni mniej ni więcej, tylko dokładnie takie słowa: "Wybrany mój, w którym mam upodobanie". (Iz 42,1b)

Przyznaj się w duchu; identyfikujesz się z tymi określeniami? 

Czujesz się WYBRANY? 

Naprawdę wierzysz w to, że BÓG MA W TOBIE UPODOBANIE?

A może myślisz, że to "lekka przesada"?

Tak, rzeczywiście Bóg jak coś robi, to najczęściej "na maksa", a to oznacza, że również z tym wybraniem i upodobaniem "idzie na całość"...

I kto może dorównać Bogu w miłości??? 

                     Teraz, w okresie Wielkiego Postu mieliśmy okazję częściej spoglądać w kierunku krzyża, gdzie spotykamy widoczny dowód tej "Boskiej przesady" w miłowaniu człowieka - 

DO KOŃCA, DO ŚMIERCI, DO POHAŃBIENIA I UPOKORZENIA...

Czy jeszcze masz wątpliwości???????  
Ja - NIE!

JESTEŚMY WYBRANI I UMIŁOWANI:   TY.... - I JA.... zgodnie z tym, co napisał św. Paweł: "Jako wybrańcy Boży - święci i umiłowani obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość". (Kol 3,12)
                Jak widzicie, wybranie to nie tylko zaszczyt, ale i ZOBOWIĄZANIE..., które ma się wyrazić w wymienionych tu cnotach wobec tych, których nam Pan Bóg na co dzień "zadaje". Ale nie tylko zadaje, bo już na samym wstępie cytowanego proroctwa Izajasza otrzymujemy zapewnienie, że przede wszystkim PODTRZYMUJE
Jest tylko jeden problem: CZY TY W TO WIERZYSZ?
           Czy wierzysz w to, że Cię Pan podtrzymuje, czy może sam się szarpiesz od świtu do nocy (albo do świtu), zdany na własne słabnące siły i może nawet już nie masz kiedy pomyśleć, że Jezus obiecał wyraźnie:
 "Ja was pokrzepię" (Mt 11,28), no i ten werset z proroka Izajasza:  
"Oto mój Sługa, którego podtrzymuję." (Iz 42,1a)
           Może już czas najwyższy zamienić szemranie typu: "za jakie grzechy ja tak się morduję", na bardziej optymistyczną wersję, chociażby:  
"Wybrałem cię sobie, zanim cię utworzyłem w łonie matki" (Jr 1,5a)

 Poddaj się temu Słowu i UWIERZ zgodnie z tym, co napisano:  

"TO MÓWI PAN": "W TOBIE MAM UPODOBANIE" (Mk 1,11)

niedziela, 24 lutego 2013


"Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy." 
                                                          Łk 9,33

          Te słowa na Górze Tabor wypowiedział w popłochu Piotr, którego totalnie zaskoczyła niezwykła scena z przemienionym Jezusem w roli głównej... Przecież gdy trzej Apostołowie ucinali sobie drzemkę, ich Mistrz zwyczajnie poszedł się modlić. Ale gdy się ocknęli, mieli wrażenie, że są w nieziemskiej rzeczywistości. Można by powiedzieć, że kładli się spać na ziemi, a obudzili się w niebie... (pewnie mieli "pietra", że to już po drugiej stronie życia -:) 
Ale widać już na pierwszy rzut oka spodobało się im, bo chęć zbudowania tam namiotów sugeruje, że nie myśleli o powrocie do szarej rzeczywistości, jaka czekała ich u podnóża Taboru. 
Cóż więc niezwykłego zobaczyli ci trzej uczniowie 
na wysokiej górze?
          Otóż właśnie przynajmniej przez chwilę mogli doświadczyć chwały nieba. Nawet Jezus, którego przecież mieli na co dzień, tym razem wyglądał inaczej,      a z przekazu Ewangelisty wynika, że imponująco... 
Dla nas to cenna informacja, bo czasem może zastanawiamy się jak to tam będzie po tej drugiej stronie, a gimnazjaliści najbardziej się martwią co w tym niebie będą całą wieczność robić (żeby choć tam się modlić nie kazali...-:( ,....         a może trzeba będzie jakieś nudne pieśni śpiewać... przejmują się inni.
Widzicie, że na to odpowiedź już mamy:  
PO PROSTU PEŁNY ZACHWYT...  
a więc możecie z ulgą odetchnąć, bo nuda wykluczona -:)
        Ale zastanówmy się teraz, po co Jezus zafundował Apostołom tę krótką "wycieczkę do nieba"?
        Z kontekstu Ewangelii wynika, że było to po zapowiedzi Jego męki, która w niedługim już czasie miała nastąpić. Mądry Nauczyciel zna swoich uczniów "na wylot"... Wie, że czeka ich niesamowicie ciężka próba wiary. Bo łatwo jest iść za zwycięskim Panem, który objawia niezwykłą moc Bożą w cudownych zdarzeniach. Fajnie jest mieć takiego Mesjasza, który uzdrawia na miejscu, rozmnaża chleb i do chleba, gdy głód w kiszkach "marsza gra", ucisza szalejącą wichurę na morzu, żeby bezpiecznie można było dopłynąć do brzegu, a nawet wskrzesza umarłych, kiedy ich bliscy zbyt cierpią z powodu nagłego rozstania. 
Ale GODZINA JEZUSA nieuchronnie się zbliża... Jezus to wie i nawet dzieli się tym z najbliższymi uczniami. Jednak uczniowie, jak to bywa z uczniami (pewnie jutro po feriach też tak będzie m.in. w woj. lubelskim), "nie czają" o co w ogóle chodzi... jakieś cierpienie, męka, śmierć??? Nie..., nie..., nie może to być... Piotr przecież w pewnym momencie żywo zaprzecza: "nie przyjdzie to nigdy na Ciebie!" (Mt 16,22b)
            Nikomu z nich w głowie nie może się zmieścić taki scenariusz wydarzeń.    Pewnie po cichu każdy już sobie wyobrażał, jak to ich Cudotwórca rozprawi sie z ewentualnymi wrogami... 
Jednak Jezus na "TĘ GODZINĘ PRZYSZEDŁ" (por.J12,27b)
o której potem powie "WYKONAŁO SIĘ"...(J 19,30)
Dlatego trzeba wziąć uczniów na Górę Wysoką i zapewnić im takie "doładowanie" wewnętrzne, żeby nie myśleli, że nie ma nic po tamtej stronie,       a Jezus, który "tak się nieźle zapowiadał", a dał się w końcu zabić jest jednak Bogiem, który okaże się zwycięski wtedy, gdy przyjdzie na to czas...
A teraz my zróbmy sobie wycieczkę do naszego życia... 
Jak to wygląda w Twojej historii?
Pewnie nie raz Cię już Pan Bóg zachwycił jakimś extra wydarzeniem, które tak chciałeś(aś) zatrzymać na dłużej (a może nawet na zawsze)? Każdy z nas ma zapewne swoje wspomnienia, o których się mówi, że "było jak w raju"... 
Dziś Chrystus chce Ci powiedzieć, że TO BYŁA TWOJA GÓRA TABOR, po której wróciła nie tylko szara rzeczywistość, ale co gorsza, przyszło też zmierzyć się z bólem, cierpieniem, a może wewnętrzną udręką, której końca nie widać...
Nie musisz więc panikować, albo zamartwiać się wiecznie, że chyba Cię Bóg opuścił, albo już Cię nie lubi... a może Go wcale nie ma... (bo i takie głosy zwątpienia da się słyszeć obecnie coraz częściej). 
Taka jest właśnie droga chrześcijanina, bo Jezus nie obiecywał wcale, że będzie lekko. Wręcz odwrotnie, Jego Słowa nie dają nam złudzeń:  
"Kto chce iść za Mną (..), niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje" (Łk 9,23)
 
Po to nas "WYPROWADZA NA GÓRĘ TABOR", 
abyśmy umocnieni Jego Boską Obecnością 
TRWALI RÓWNIEŻ "NA KALWARII".
 
Dlatego gdy będzie Ci trudno, gdy Twoja wiara będzie wystawiona na próbę cierpienia i samotności, PRZYPOMNIJ SOBIE TE CHWILE Z TABORU!!! 
Przywołaj całą otoczkę nastroju, jaki ci wtedy towarzyszył i czerp siły do pokonania pokusy zwątpienia... Przypomnij sobie dzisiejszą Ewangelię i pomyśl, że jednak uczniowie WIDZIELI JEZUSA W CHWALE BOŻEJ. 
 
 I Ty Go tak kiedyś zobaczysz, zgodnie z tym, co powiedział Pan w Ewangelii: "Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony" (Mt 10,22)

Mam taką nadzieję, że kiedyś spotkamy się już na zawsze w tym "GÓRNYM TABORZE" i wspólnie powiemy: 
"DOBRZE, ŻE TU JESTEŚMY!!!!" 
Co daj Boże. Amen.

sobota, 26 stycznia 2013

"Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, 
ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia.
Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego(...) 
lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga!"
                                                                                                           2Tm 1,7-8

         I to się nazywa prawdziwa "wyprawka", jaką uczeń otrzymuje od swego Mistrza!...
Dobrze, że Kościół przechował ją dla potomnych, abyśmy i my mogli zaczerpnąć zdrowej nauki we współczesnym "plastikowym" świecie...
Apostoł Paweł nie bawi się w konwenanse, ale sam z mocą głosi Słowo niejednokrotnie narażając swoje życie i to samo poleca swym uczniom...., 
a zatem również Tobie i mnie...
Na jakiej podstawie? - zapytasz. 
       Odpowiedź jest naprawdę jednoznaczna: sam Bóg daje nam ducha mocy i miłości, i trzeźwego myślenia (por. 2Tm 1,7), dlatego nie musisz się lękać i popadać w kompleksy wobec ludzi, którzy manifestują "wartości" wątpliwej jakości (typu "kochać inaczej" na przykład)
         MOC jednak nie oznacza przemocy, a tym bardziej chamstwa... Zwróćmy uwagę, że Słowo Boże wiąże ją nierozdzielnie z MIŁOŚCIĄ  i TRZEŹWYM MYŚLENIEM. To znaczy, że ci człowieku nie wolno wyłączyć zarówno serca, jak i rozumu. Twoja moc ma wypływać z Ducha Bożego - a Ten emanuje zarówno wielką miłością, jak i niezrównaną mądrością.
Jeśli posiądziesz takie wyposażenie, możesz śmiało "wziąć udział w trudach i przeciwnościach"... A tych naprawdę nie brakuje; poczynając od zwykłych ludzkich ograniczeń i zahamowań, które w sobie zauważamy, poprzez trudności, na jakie napotykamy ze strony otoczenia, nie mówiąc już o ciągłych zabiegach Złego, który ma dosyć duże spektrum pomysłów na to, jak nam skutecznie "uatrakcyjnić" spokojny żywot.
         Ileż to mocy trzeba mieć zatem codziennie, aby to wszystko pokonać? Ile cierpliwej miłości do bliźnich?..., ba nawet do siebie samego, aby móc następnego dnia  spojrzeć przyjaźnie na swe lustrzane odbicie podczas porannej toalety... A jakiej mocy potrzeba, aby zachować trzeźwe myślenie? (a może w ogóle myślenie, bo jak się okazuje, niektórym wyłącza się czasem ta funkcja, nie mówiąc już o trzeźwości -:))  
A po co to wszystko??? 
- DLA EWANGELII. 
Tak. Moje i Twoje życie ma być kolejnym i to bardzo czytelnym przekładem tej Dobrej Nowiny dla wszystkich, że Jezus przyszedł i pokonał ten zwariowany świat, który chce Ci nawkręcać, 
że już nie opłaca się wierzyć, bo "katol to frajer", 
że nie opłaca się kochać, bo... (nie chcę cytować niezbyt cywilizowanych wyrażeń, więc powiedzmy oględnie) epoka romantyzmu już się skończyła 
i że nie warto się poświęcać, bo obowiązuje powszechna zasada liczenia zysków i strat.
       A Bóg przez św. Pawła Cię upomina: 
"Nie wstydź się świadectwa Pana naszego"
       O świadkach pisałam już w grudniu, to się nie będę powtarzać, by dociekliwym komentatorom nie dawać powodów do podniesienia ciśnienia, dodam tu tylko za autorem Listu do Tymoteusza, że 
"nie dał nam Bóg ducha bojaźni"...

Pomyśl w tym miejscu: CZEGO LUB KOGO SIĘ BOISZ?
  
Bo inny fragment biblijny mówi:
 "Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą"
a następnie: 
"w miłości nie ma lęku" 1J 4,18a
Moc, którą obiecał Ci Pan jest Mocą z Wysoka, a to jest 
MOC OBLECZONA W MIŁOŚĆ
dlatego naprawdę możesz śmiało zaśpiewać wspólnie np. z Deus Meus KOCHAM WIĘC NIE MUSZĘ SIĘ BAĆ!!! 
I na koniec: 
"Dobrego depozytu strzeż z pomocą Ducha Świętego,
 który w nas mieszka"                    2Tm 1,14