środa, 23 października 2013

Żyć!!!-ale jak? Koniecznie WIECZNIE -:))))





 
Dusze sprawiedliwych 

są w ręku Boga

           i nie dosięgnie ich męka
                                                 (Mdr 3,1)


Ten fragment z Księgi Mądrości  może stanowić uspokojenie dla wszystkich, którymi szarpią wątpliwości co przyszłego bytowania człowieka gdy już mu wypiszą ostatni dokument o nazwie:  
AKT ZGONU.
W codziennej gonitwie niezbędnych spraw i obowiązków, poszukiwania coraz to nowych wrażeń i doznań, albo tzw. „zabijania czasu” wynajdywaniem dostępnej rozrywki, współczesny człowiek nie sięga zbyt często do tego typu przemyśleń…

A jednak przychodzą momenty refleksji wykraczającej poza doczesną rzeczywistość, zwłaszcza gdy przyjdzie nam zmierzyć się z faktem nagłego odejścia kogoś bliskiego, lub nawet nieznanej nam bliżej, ale zbyt młodej w powszechnym mniemaniu  osoby, o której śmierci dowiadujemy się ze swoistą zgrozą z docierających do nas  newsów.

Taką cykliczną okazję do eschatologicznych rozważań stanowią  listopadowe dni  Wszystkich Świętych i nieodłączne wraz z nimi wspomnienie naszych zmarłych.
Co prawda wraz z upowszechnianiem anglojęzycznych zwyczajów pojawia się tu i ówdzie jak pomarańczowe widmo „szczerbata dynia”, ale nie zdoła ona nam chyba na tyle zagłuszyć odwiecznej tradycji Kościoła, która jednak w większości gromadzi  w tych dniach zadumanych Rodaków na rozsianych po polskiej ziemi cmentarzach.

„Zdało się oczom głupich, że pomarli, 
zejście ich poczytano za nieszczęście 
i odejście od nas za unicestwienie, 
                         a oni trwają w pokoju”,  /Mdr3,2-3/

- mówi dalej Księga Mądrości.
Kogo tu ma na myśli autor biblijny,
stosując ten jakby niepasujący do świętej księgi epitet  głupca?

Z kontekstu przesłania całej Biblii możemy wnioskować, że Pan Bóg nie chce nikogo obrażać niewybrednym słownictwem, ale raczej upomnieć tzw. przemądrzałych, od których aż roi się współcześnie na wielu portalach w sieci, a którzy to podważają Odwieczną Mądrość Wszechmogącego swoimi pogardliwymi komentarzami.

Słowo Boże wyraża się jednoznacznie,
bez względu na to, czy ktoś Je uznaje, czy lekceważy:

„Ten, co żyje wiecznie, 
                   stworzył wszystko bez wyjątku”     (Syr 18,1).
i dalej:
„Bóg nie jest Bogiem umarłych,
                           lecz żywych.”       /Mt 22,32/
           
Widzimy więc, że głupi” w Biblii to ten, kto tak naprawdę „nie żyje”, a więc nie uznaje Boga,  nie nosi w sobie Jego ożywiającej łaski, nie słucha Słowa Bożego, kto jest pyszny i nie przyjmuje Jego mądrych rad, a pogardzając nimi - sam sobie odbiera szansę na ŻYCIE W PEŁNYM TEGO SŁOWA ZNACZENIU.

A Jezus cierpliwie tłumaczy, zarówno tym głupim, jak i mądrym:

Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda.  
Słowa, które Ja wam powiedziałem, 
duchem i życiem.  
Lecz pośród was są tacy, 
                                  którzy nie wierzą”.       /J6,63-64a/-  
te słowa brzmią jednoznacznie, prawda?

Problemem wielu współczesnych jest to, co już zauważył Papież Benedykt XVI ogłaszając w Kościele Rok Wiary;

Bo są wśród nas tacy, 
którzy po prostu NIE WIERZĄ…

To do nich szczególnie Pan kieruje swe upomnienie, 
że „ciało na nic się nie przyda”…
I tak naprawdę nie to jest takie ważne ile ci ubyło kilogramów po ostatniej „diecie cud”, czy zmarszczek po kosztownych wizytach u kosmetyczki…. -;)

Po tamtej stronie – mówię to teraz szczególnie do chłopców - nie będzie miało większego znaczenia czy dobrze „przypakowałeś” -:), a Twoje „urzeźbione” ciało będzie stanowiło dla Ciebie o tyle powód do dumy, o ile w doczesnym zmaganiu rzeźbiło szlachetnością sylwetkę Twej nieśmiertelnej duszy.

Dlatego warto się zmagać w zawodach, które kończą się najwyższym podium, jakim jest NIEBO.

Bóg nikogo nie okłamuje, ani w błąd nie wprowadza, 
zatem pozwólmy się przeniknąć do głębi Jego Mądrości:

Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę” /Mdr3,9a/

Przekonamy się o niej osobiście i najpełniej dopiero po tamtej stronie życia, ale WIARA daje nam taką możliwość, że już teraz możemy sięgać za tę nieprzeniknioną zasłonę z nadzieją, która nas „zawieść nie może” /Rz5,5a/, gdyż „pełna jest nieśmiertelności”./Mdr3,4b/

Lepiej zatem nie pragnąć, by przyszedł ktoś z tzw. zaświatów i zechciał przekonać sceptyków o życiu pozagrobowym, bo obawiam się, że wielu takich śmiałków mogłoby nie przeżyć tej ekstremalnej wizyty i zbyt szybko samemu przenieść się w tamte rejony .. -:(

Wszystkim odwiedzającym mojego bloga życzę z całego serca, aby spełniły się dla Was na wieki Słowa Pana:

„wierni w miłości będą przy Nim trwali, 
łaska bowiem i miłosierdzie 
                     dla Jego wybranych”            /Mdr3,9/





piątek, 27 września 2013

Reklama Różańca -:)

"Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą..." 
Łk 1, 28





         Ani się człowiek obejrzał, a tu październik za pasem... ależ ten czas płynie szybko... Wam też tak?
        Jednak ten nadchodzący miesiąc ma w sobie coś szczególnego. Myślę, że każdy z Was, mniej czy więcej, ale kojarzy go z różańcem. Ileż to razy w czasie tych 31 dni popłynie z naszych świątyń ku niebu Pozdrowienie Anielskie... Ile osób niemogących przybyć na to piękne nabożeństwo odprawi je w domu z rodziną albo w zaciszu swojego serca...
I tu właśnie jest całe CIEPŁO I ŚWIATŁO tego jesiennego miesiąca, który dzięki modlitwie różańcowej staje się o wiele bardziej sympatyczny i bliski...

Czy aby jednak dla wszystkich???

        Niestety, ale niektórych ciężko nakłonić nawet do jednej dziesiątki, a co dopiero mówić do części różańca. Wielu nie rozumie tej modlitwy, a już tym bardziej nie zdaje sobie sprawy z jej skuteczności.
Jednak warto się dziś zastanowić...
Co takiego jest w tej modlitwie, że sama Najświętsza Maryja Panna prosiła w tylu miejscach objawień właśnie o RÓŻANIEC?

      Dlaczego tyle razy powtarzając Pozdrowienie Anioła upraszamy tak obfite błogosławieństwo Boże dla siebie i dla innych?

         Ci, którzy oglądali film pt. "Egzorcyzmy Emilii Rose" pamiętają zapewne, że zły duch miał ogromny problem z wypowiedzeniem tylko kilku wyrazów tej modlitwy i aż się krztusił, gdy Kapłan nakazał mu recytować "Zdrowaś Maryjo, łaski pełna"... Skoro tak bardzo alergicznie reaguje na te słowa, to nic dziwnego, że kiedy je słyszy z tylu ust ponad 50 razy w czasie jednego nabożeństwa październikowego,  pierzcha od nas daleko.
Szatan naprawdę nie cierpi towarzystwa Maryi, bo Ona jest CAŁA PIĘKNA - NIEPOKALANA, BEZ ŻADNEJ SKAZY, więc przy Niej tym bardziej ujawnia się diabelska brzydota tego nieszczęsnego stworzenia.
        
       Dzięki modlitwie różańcowej Maryja wyprosiła wiele cudownych uzdrowień, zarówno fizycznych, jak i duchowych. Posłużę się jednym z tych, które są dostępne na katolickich portalach i zacytuję je tutaj w całości:
 
Pochodzę z rodziny ateistycznej

     Chcę podzielić się z Wami moim świadectwem o sile Różańca św. i potędze wstawiennictwa Maryi. Pochodzę z rodziny ateistycznej, w której nie wolno było nawet mówić o Bogu. Jednak moje serce w dzieciństwie ogromnie tęskniło do Boga i choć niewiele wiedziałam o Nim, nie przestawałam Go szukać. Znalazła się jedna cudowna osoba, siostra zakonna, która - narażając się przecież - zaczęła prywatnie uczyć mnie religii, również dzięki niej zostałam ochrzczona, przystąpiłam do I Komunii św. i Bierzmowania w wielkiej konspiracji i tajemnicy przed rodzicami, mając lat 13.      Pomimo tego, że moi rodzice byli niewierzący a ich małżeństwo skończyło się rozwodem, byłam szczęśliwa, bo naprawdę czułam bliskość Boga. Ale przyszedł czas dorastania, moja zaprzyjaźniona siostra wyjechała do Afryki na misje, a w rodzicach nie miałam oparcia w sprawach wiary. Szybko się stałam dość łatwym łupem dla różnych modnych pułapek. Nie mając zwyczaju systematycznej modlitwy (która jest taką "smyczą", na której Pan trzyma nas przy sobie), załamałam się w wierze. Niewiele rzeczy było mi obcych - jeden grzech pociągał za sobą kolejne, te zaś pociągały mnie i nie mogłam, a nawet nie czułam potrzeby uwolnienia się od nich. Czasem przychodziły momenty, że szłam sporadycznie do spowiedzi, ale brak modlitwy i wątpliwości znów oddalały mnie od Boga.
     Po wyjściu za mąż moje życie jeszcze bardziej się poplątało. Nie widziałam wyjścia: życie w moim małżeństwie stawało się coraz bardziej zagmatwane. Od miesięcy cierpiałam na całkowitą bezsenność. Któregoś dnia wstałam bardzo wcześnie i z rozpaczą w sercu idąc przed siebie, trafiłam do kościoła. Uklękłam przed wizerunkiem Matki Bożej i po raz pierwszy w życiu modliłam się naprawdę z całej duszy, z rozpaczą i nadzieją, z wewnętrznym krzykiem o ratunek. I stał się cud - wszystko się we mnie w jednej sekundzie uspokoiło. Na dodatek, jak się później okazało, spokój trwał, straciłam jakikolwiek pociąg do grzechów, tych, bez których nie wyobrażałam sobie życia, a moje małżeństwo zaczęło przeżywać prawdziwy renesans. Jednak minęło dużo czasu, aż się nawróciłam. Wszystko to, co się stało po tej modlitwie, przyjęłam jako prezent, sama natomiast nic nie robiłam w kierunku pogłębienia swojej wiary.
     Był początek lata, kiedy spotkałam przypadkiem nie widzianą od lat przyjaciółkę, która właśnie wróciła z Fatimy i ofiarowała mi przywieziony stamtąd Różaniec. Dziwny był to dar, ponieważ "przyczepił się" do mnie, nie pozwalał się odłożyć na półkę ani do szuflady. Cały czas coś mnie ciągnęło, by trzymać go w ręku. Nawet idąc spać, kładłam go pod poduszkę. Nie był jakiś szczególnie cenny - zwykły drewniany Różaniec. W końcu zaczęłam modlić się na nim, bo odniosłam wrażenie, że on tego "żąda". I wreszcie po 4 latach poszłam do spowiedzi - tym razem - z głębokiego przekonania, choć nie była to jeszcze ta spowiedź, która ostatecznie odciągnęła mnie od przeszłości. Nie była może dobrze przygotowana, ale był to naprawdę poryw serca. Odtąd nie opuściłam żadnej niedzielnej Mszy św. i starałam się odmawiać choć jedną tajemnicę Różańca dziennie. Jesienią zaś znalazłam się po raz pierwszy w Medjugorie. Jechałam tam z sercem całkowicie otwartym na to, co Bóg chce, abym robiła w życiu. Nie będę opisywać tego wszystkiego, co przeżyłam w Medjugorie za pierwszym razem i podczas następnych moich tam pobytów. Powiem tylko tyle, że otrzymałam wielką łaskę nawrócenia, a Pan stał się moim najlepszym Przyjacielem, najważniejszą sprawą mojego życia, moim Celem, moją wielką Miłością. Dał mi łaskę zerwania z całym dotychczasowym sposobem życia, łaskę modlitwy i postu. Jestem bardzo wdzięczna Maryi za ratunek i za ten Różaniec, który "wymusił" na mnie modlitwę i moje nawrócenie. Mało tego - po dwu latach modlitwy na nim i postów dwa razy w tygodniu w intencji mojej Mamy stał się wielki cud jej nawrócenia po całym życiu z dala od Boga, a nawet w opozycji do Niego.
     Jestem przekonana, że powierzając się Maryi i modląc się na Różańcu, można zmienić świat na lepsze. Dlatego rozdaję Różańce ufając, że może za pomocą któregoś z nich Maryja przyciągnie kogoś do Jezusa, tak jak to było ze mną. Tak więc proszę wszystkich, którzy mają jakieś problemy "nie do rozwiązania" - powierzcie je Maryi i starajcie się choćby mieć przy sobie Różaniec. Maryja z pewnością znajdzie w końcu sposób, by Was skłonić do modlitwy na nim, nawet jeśli na początku będzie to trudne. I znajdzie sposób, by użyć tej Waszej modlitwy jako drogi, po której przypłynie do Was łaska potrzebna do rozwiązania Waszej trudnej sytuacji.
     Szczęść Boże
Barbara 
 
       Myślę, że komentarz jest tutaj zbędny, dlatego pozostaje mi jedynie życzyć Wam siły ducha do podjęcia odpowiednich postanowień w tym względzie, a następnie do ich realizacji.

A może znajdzie się więcej takich wielkodusznych, którzy nie opuszczą ani jednego Nabożeństwa Październikowego?

Oby nie zabrakło nam tu przede wszystkim ODWAGI!!!.... bo kusiciel już Wam wkręca, że nie warto, albo nudno, a może zimno.... a już z całą pewnością za długo (a przecież Ty masz dużo ciekawsze zajęcia w domu..)  
Bądźcie mądrzy i nie słuchajcie takich podszeptów... 

Weźmy sobie raczej do serca prośbę Maryi: 

"ODMAWIAJCIE CODZIENNIE RÓŻANIEC!"

P.S. Obiecuję pamiętać o Was w mojej modlitwie różańcowej. -:), a WY? -:)





sobota, 31 sierpnia 2013

Witaj Szkoło! - na wesoło ma się rozumieć -:)

  Dobrze, sługo dobry i wierny!

 Sługo zły i gnuśny! 
/Mt 25,23a i 26a/

           Znane są nam te słowa z przypowieści o talentach, niejednokrotnie na pewno już  przez nas słyszane, zwłaszcza podczas Mszy św. rozpoczynającej lub kończącej rok szkolny.
I oto szczęśliwie doczekaliśmy kolejnego początku...

Jednak nasuwa się jak cień zasadnicze pytanie:  
Komu się chce już w poniedziałek iść do szkoły?!!!
Szczerze???
Chyba jedynie młodszym dzieciom ze szkoły podstawowej -:)

Bo zapewniam was, że nawet kadrze nauczycielskiej też się nie chce -:((( ..... choć w tym jesteśmy zgodni - pomyśli niejeden gimnazjalista, prawda?
Cóż jednak poradzić, gdy wrzesień nieubłaganie depcze nam po piętach...dobrze, że chociaż pierwszy wypadł tym razem w niedzielę - pocieszają się niektórzy... 
            Tylko studenci oddychają jeszcze spokojnie..... bo ich to będzie dotyczyć dopiero za miesiąc ... ach! nie ma sprawiedliwości na tym świecie - pozostaje nam powzdychać "na tym łez padole"...
            No, to sobie ponarzekaliśmy na wstępie, jak to Polacy powszechnie potrafią, a teraz spróbujmy bojowo podejść do sprawy. Może jednak jakieś jaśniejsze aspekty nam się odsłonią?...

            Otóż Kochani! Jak się coś zacznie na tym świecie, to również się skończy, a w przypadku roku szkolnego, będziemy dzięki niemu bogatsi o nowe doświadczenia, które już zapisane są w planach Najwyższego, a nam zostaną ujawnione w miarę upływu kolejnych dni... Ponadto, uczniowie mają ogromne szanse awansować za 10 miesięcy na kolejny stopień swojej edukacyjnej kariery -:)

Sięgnijmy jednak do Słowa Bożego, które najpełniej rozstrzyga wszelkie dylematy...

 Jak drzwi obracają się na zawiasach, tak próżniak na łóżku. (Prz 26,14)

       To dedykacja dla wszystkich, którzy już drżą na myśl o porannym wstawaniu do szkoły... (nie wiem jak wam, ale mi się to bardzo spodobało -:)
Ale to nie wszystko moi Drodzy... 
Księga Przysłów ma o wiele bogatszy repertuar dla śpiochów:

"Leniwcze! Jak długo będziesz leżał, kiedy podniesiesz się ze snu? Jeszcze trochę pospać, trochę podrzemać, jeszcze trochę założyć ręce, aby odpocząć."/Prz 6, 9-10/
Skąd my to znamy, prawda?

          W tej samej Księdze znajdujemy jednak zachętę do obserwacji przyrody, aby np. od małej mrówki nauczyć się właściwego podejścia do czekającego nas trudu:

 "Idź do mrówki, leniwcze, przypatrz się jej postępowaniu, abyś zmądrzał. Nie ma ona wodza ani nadzorcy, ani władcy, a jednak w lecie przygotowuje swój pokarm, w żniwa zgromadza swoją żywność 
/Prz 6, 6-8/

         I tu już widzę wielu moich uczniów, którzy jak mróweczki solidnie zabierają się do pracy, nie licząc nawet, czy nauczyciel ją sprawdzi, czy też nie. I właśnie do takich odnosi się ten pierwszy cytat z przypowieści o talentach:  

"Sługo dobry i wierny"...

 Miło będzie te słowa usłyszeć z ust samego Jezusa, a więc warto się starać...

         Jednak Ewangeliczny Gospodarz używa także mniej sympatycznych w swoim brzmieniu słów: 
 "Sługo zły i gnuśny"...

      Trzeba nam się zatrzymać również nad nimi, aby zabrzmiały dla nas już teraz jako przestroga przed marnowaniem talentów, a więc naszego życia, na które składają się wszystkie Boże dary: czas, osobowość, otaczający nas ludzie i osobiste zdolności, które możemy rozwijać, lub zaprzepaścić.

            Warto na samym początku tego nowego roku zapytać samego siebie: do jakich sług zaliczyłby mnie dziś Jezus, gdybym się znalazł już przed Nim w Królestwie Niebieskim? Które ze słów usłyszałbym jako podsumowanie moich życiowych "obrotów"? Bo jeśli obracam się tylko z boku na bok jak te wspomniane drzwi na zawiasach, to bilans może okazać się taki, że "płacz i zgrzytanie zębami" nic nie pomogą...

To jak myślicie teraz, po analizie Bożego Słowa?

Może jednak dobrze, że zaczyna się ten nowy rok szkolny?

W końcu przecież każdy z nas woli usłyszeć pochwałę i być nazwanym 
 
SŁUGĄ DOBRYM I WIERNYM!!!
 
 P.S. Wszystkim moim i "nie moim" uczniom życzę zatem "mrówczego zapału", mądrych "obrotów" ewangelicznymi talentami i uśmiechniętej "gęby" 
/od ucha do ucha ma się rozumieć -:)))))!!!!!
Do zobaczenia w naszej Kochanej Szkole!

piątek, 5 lipca 2013

Pierwsze urodziny!!!

HAPPY BIRTHDAY TO YOU!!!




Kochani!!!

Właśnie wybiła okrągła rocznica naszego Pogotowia, które działa dokładnie od 5 lipca 2012r.

Świadomie napisałam NASZEGO, bo uważam, że bez Was, ten Blog po prostu nie miałby najmniejszego sensu. 
TO WY, KOCHANI ODBIORCY, wspólnie ze mną go tworzycie i to ze względu na Was podjęłam się prowadzenia tego typu działalności...
Czas zatem na krótkie podsumowanie, abyście mogli być wtajemniczeni w statystyki, które dają pewien obraz tego, w jakim zakresie Pogotowie dociera do różnych zakątków nie tylko Polski, ale i świata....

Ufam, że jest to DZIEŁO DUCHA ŚWIĘTEGO, a skoro tak, to tutaj już żadne statystyki nie są w stanie wykazać jakie żniwo i jakie plony w sercach tych, do których ON DOCIERA, zostały przez ten rok zebrane...
Dla Waszej ciekawości podaję dzisiejsze dane:


kraj
Liczba wyświetleń
Polska
4325
Stany Zjednoczone
175
Niemcy
65
Francja
50
Rosja
44
Wielka Brytania
35
Hiszpania
29
Ukraina
23
Kolumbia
15
Chorwacja
13
Ponadto wejścia w liczbie mniej niż po 10 z takich krajów jak: Argentyna, RPA, Korea Północna, Norwegia, Holandia, Irlandia, Litwa, Łotwa, Kazachstan, Tajwan, co daje łączną liczbę 5000 wyświetleń.

To, co jest dla Was widoczne na stronie, czyli kolejne Posty i komentarze do nich, to tylko przysłowiowy czubek góry lodowej, bo wiele spraw rozgrywa się na poczcie dołączonej do tego Pogotowia, której oczywiście się nie publikuje, bo jest to swoisty "Gabinet Zaufania", gdzie można pisać bezpiecznie, wiedząc, że pozostaje to między mną i osobą, która przedstawia swoje często bardzo osobiste problemy, czy zapytania.
I tu dopiero widać całe BOGACTWO tego Bloga;

230 e-maili i moich odpowiedzi na nie (czasem bardzo długich), czyli łącznie 460 kontaktów na poczcie...

Do tego dołóżmy wszystkie modlitwy nie tylko przeze mnie zanoszone, ale i przez zaprzyjaźnione Siostry klauzurowe 
oraz przez moją wspólnotę zakonną, czy kapłanów, którym powierzam trudniejsze sprawy w ofierze Mszy Świętej.

        Nie piszę tego dla własnej chwały, bo to tak naprawdę 
nie jest mój wyczyn, ale po to, 
byście oddawali Chwałę Bogu, 
"Który Jest i Który był, i Który przychodzi" (Ap 1,4)

Przy tej okazji chcę Was poprosić chociaż o krótką modlitwę w tych sprawach, które się toczą na Pogotowiu, 
a także za wszystkich korzystających z tej formy poszukiwania Prawdy lub pogłębiania swojej wiary.

Niech Pan błogosławi hojnie każdemu z Was 
i sprawi, że Wasze życie będzie szczęśliwe 
w Jego Obecności..


"Wszystko cokolwiek działacie, słowem lub czynem, wszystko czyńcie w Imię Pana Jezusa 
dziękując Bogu Ojcu przez Niego" (Kol 3,17)

piątek, 28 czerwca 2013

"Anioł Pański   (...)   trąceniem w bok obudził Piotra 
i powiedział: "Wstań szybko!" 
Równocześnie z rąk Piotra opadły kajdany" /Dz 12,7/

               Dzisiejsze teksty liturgii Słowa Bożego są niesamowicie bogate, dlatego miałam spory problem, by zdecydować się na jakiś jeden wątek... Poprosiłam więc Ducha Świętego, no i właśnie... mamy powyższy fragment, który tak bardzo odpowiada potrzebom współczesnego człowieka...

"Wstań szybko!"

Słyszałeś już kiedyś takie przynaglenie?

           Może do tej pory, gdy jeszcze wakacje na dobre się nie zaczęły w Twoich uszach dźwięczy niezbyt przyjaźnie to ponaglenie Mamy o świcie, które najchętniej byś zlikwidował, gdyby tylko się dało znaleźć jakiś wyłącznik w tym uporczywym Nadajniku...
          A może to wezwanie ledwo się przebijało  do Twojej świadomości, gdy na imprezie tak jakoś wyszło, że w środku szampańskiej zabawy nagle znalazłeś się na wpół przytomny pod jednym ze stołów?
          Jedno jest pewne - do Ciebie i do mnie, jak niegdyś do Piotra, Pan dzisiaj kieruje to Słowo przez wielu swoich Aniołów, których posyła, aby oznajmić nam koniec niewoli...              WSTAŃ SZYBKO! 

Nie pozostawaj w więzieniu swoich nałogów!

Daj się wyzwolić z ciążących jak pęta śmiertelnych grzechów!

Wstań z poniżenia i hańby, w jaką popadłeś 
przez przywiązanie do zła!

         Anioł do Piotra dociera "trąceniem w bok"... a Twoją uwagę jak może zwrócić ten delikatny Boży Posłaniec we współczesnym rozwrzeszczanym i pełnym przepychania się świecie?

         Może już nie raz Cię Anioł "potrącał", a Ty Mu taką wiązkę posłałeś, 
że każdy inny szerokim łukiem by Ciebie omijał, aby powtórnie nie doleciało go takie potraktowanie...?

        A może jesteś już tak gruboskórny, 
że na takie "trącenia" stałeś się zupełnie odporny...?

Uważaj zatem, by Anioł Pana nie musiał używać bardziej drastycznej metody, 
bo nie kto inny będzie to bardzo boleśnie odczuwał na swojej skórze, 
ale właśnie TY.

Zauważ, co dzieje się na to polecenie Anioła...  
"równocześnie z rąk Piotra opadły kajdany"

Widzisz jaki ekspres???

Chcesz tego samego doświadczyć?

 A może już się przyzwyczaiłeś do swojej niewoli?

        Może wcale nie chcesz nic zmieniać w swoim małym świecie?....wśród towarzystwa, kumpli, uznania, jakie z tego tytułu dostajesz, znaczenia, które pozornie nadaje Ci wartość nawet we własnych oczach?
Jednak dzisiejsze Słowo bardzo wyraźnie zachęca: "Wstań szybko!"

Zdecyduj się! 

Nie rozważaj "za i przeciw", bo przegrasz z pokusą zanim cokolwiek zdążysz postanowić.
Po prostu; bądź zdecydowany na wolność w Panu!

Masz wątpliwości po co?

          Odpowiedź znajdujemy nieco dalej w tym samym czytaniu: "Wtedy Piotr przyszedł do siebie i rzekł: Teraz wiem na pewno, że Pan posłał swego anioła i wyrwał mnie z ręki Heroda i z tego wszystkiego, czego oczekiwali Żydzi" /Dz 12,11/

Dopiero wtedy BĘDZIESZ NAPRAWDĘ SOBĄ, jeśli opadną z Ciebie kajdany... 

Dopiero wtedy przejrzysz na oczy i zauważysz, że to jest prawdziwa wolność...

I będziesz jaśniej widział czego dokonał w Tobie Pan Jezus! Zobaczysz też z perspektywy człowieka wolnego tych wszystkich Herodów, którzy "wtrącali Cię" do tego więzienia grzechów i z chytrym uśmiechem "wkładali kajdany" na ręce.. Będzie Ci dane rozpoznać tych "Żydów", którzy czyhali na Twoją zgubę.

To jak? Dasz się namówić dziś Panu? 
Czy wolisz nadal gnić w swoim więzieniu...?

Jak się zdecydujesz, to śpiewaj razem z nami:  
"Aniele, Aniele! Niebieski Posłańcu.. Trzymaj mnie, trzymaj mnie w tańcu i w różańcu... 
Aniele, Aniele! Wysłanniku Boga, czuwaj bo, czuwaj bo niebezpieczna droga!"